środa, 13 marca 2013

Moje Psychiczne Sny

Wpadłam na taki głupi pomysł, żeby opisywać swoje sny. Wiem, wiem, co zaraz powiecie: To super pomysł! Ekstra!; ale wierzcie to nie jest super pomysł. Nie odpowiadam za szkody wyszkodzone poprzez przeczytanie tych tekstów, ani fizyczną, ani psychiczną, ani nawet emocjonalną. Zapraszamy na film...


 Był taki zwykły poranek. No taki dziwny poranek. Czekałam z bratem na samochód. A dokładniej, na samochód ojca. Staliśmy gdzieś pomiędzy Zieloną Galerią, Kauflandem a Biedronką. Słońce świeciło.
 Auto pojawiło się. Było czarne jak noc. Drzwi otworzyły się i usłyszałam, jak mój ojciec każe nam szybko wsiadać. Mój brat siadł na siedzeniu obok kierowcy. Dziwiłam się, bo mój ojciec nie umie prowadzić.
 Silnik zacharczał, ale nie mógł ruszyć, nie pozwoliłam na to. Zahaczyłam ręką o siedzenie i trzymałam. Krzyczałam o pomoc, aż zjawił się mój kolega z klasy, tak zwany Mikołaj K. pseudo Miki. Pomógł mi powstrzymać auto. Wyciągnęłam brata i ruszyłam pod Internus obok Biedronki.
 Tam wykłócałam się z chińczykiem(?), tłumacząc mu coś, czego nie rozumiał. On coś mówił dalej.
 Aż naszła mnie chęć na krew.
 I nagle ciągnęłam Mikiego pomiędzy budynki. On bez przerwy marudził. Pchnęłam go na ścianę i pocałowałam. Wreszcie się przymknął, pomyślałam. Wgryzłam się w jego szyję i poczułam słodko-metaliczny smak krwi.
 I wtedy się obudziłam


 Siedziałam w zatłoczonej klasie. Po niej krążył nauczyciel. Obok mnie siedział chłopak i jakaś dziewczyna. Odwróciłam się do niej. Ugryzł ją. Potem odwrócił się do mnie i wbił kły w moją krtań. Bolało. Bolało okropnie. Wyrwałam się z jego objęć. Krzyczałam, zaczęłam panikować. Ktoś przyłożył mi biały ręcznik do rany. Trzymałam go przy szyi cały czas czując ból. Wyszłam na korytarz.
 Nagle znalazłam się w jakimś zamku. Budawali go budownicy, a ja nadzorowałam pracę. Co chwilę jakiś kamyk wychodził ze swojego miejsca i trafiał na inne.
 Oprócz mnie ktoś jeszcze tu stał. Na ulicy (bo teraz znalazłam się na słonecznej ulicy) stali rzymianie. Tak rzymianie, ci z Percego (anonimowi, nie konkretne postacie). Ja byłam grekiem. Dziewczyna krzyczała na dwóch chłopaków, że zachowują się jak grecy. Młodszy, jeszcze pięciolatek odszedł, a starzy nawet ode mnie czekał. Dziewczyna wypominała mu nierzymskie zachowanie, i chwaliła siebie, że sama jest pełnoprawnym rzymianinem. Odeszła naburmuszona.
 Chłopak opiekuńczo objął mnie ramieniem, a ja wtuliłam się w dżinsową kurtkę.

 Byłam Frodem. I szłam na walkę. W dłoni trzymałam sztylet, który w dotyku był jak mały gwóźdź. Biegłam przez pustynię. Naprzeciw mnie stanęła elfka. Wyciągnęła swój miecz i dźgnęła mnie w prawe płuco. Zacisnęłam zęby i wbiłam sztylet w jej brzuch. Krew zabarwiła na czerwono jej ubiór. Ból trzymał się aż do chwili na półśnie.


 Siedziałam z aparatem w kinie. Robiłam zdjęcia. Nagle jedno wydało mi się podejrzane. Podeszłam w panice do koleżanek. Nic nie wydało się w nim dziwne. Wróciłam na swoje miejsce.
 Nagle z ludźmi zaczęło się dziać coś nieprawidłowego, coś na kształt zombie. Panika ogarnęła nie tylko kino ale całe miasto.
 Ewakułowałam się schodami. Towarzyszył mi owczarek niemiecki. Pokonywałam schody, tunele, łamałam tablice zakazyjne na drogach.
 Aż wyszłam na zewnątrz. Byłam dorosłą, średniowieczną kobietą. Pies zamienił się w chłopca ze skrzydłami.
 I pojawił się bóg. Zalał całe miasto uciszając je na trochę. Miasto (co dopiero teraz zauważyłam) było średniowieczne. Obok mnie stał przystojny mężczyzna, ale złodziej. I to mi się nie podobało. Rozpoczęliśmy walkę.
 Ale nie poznałam jej wyników. Na niebie pojawił się złoty smok. Zamiast oczu miał światła, a za jego plecami błyszczała ciemna czerwień. Czułam jego ból, jego rozpacz. Mówił mi, że umiera. Wszyscy na niego patrzyli. I nagle zniknął.
 - Zginął - stwierdziłam. I sen się skończył.


 Spałam spokojnie w łóżku, a tu nagle znalazło się w nim dziecko, a właściwie niemowlę. Kwiliło i kwiliło, a ja wpychałam mu do ust materiał, chcąc je uciszyć. Nic. Do pokoju wszedł mój brat. Zamarłam bez ruchu.
 Obudziłam się w łóżku w nowym domu. I znowu to dziecko. Zakwiliło u na górze pojawili się moi opiekunowie. Kobieta dała mu butelkę mleka, a opiekun wypytywał mnie o fakty związane z moją ciążą, której nie było a tym dzieckiem. Pokazywałam mu zdjęcia sprzed kilku miesięcy, że nie mam brzucha, ale on uważał, że byłam w ciąży, bo miałam tam obwisłe biodra (?). W końcu uwierzył, gdy zobaczył moje zdjęcie w skórzanej kurtce. I sen się skończył.


 I tyle jak na jeden raz. Czekam na stwierdzenia, pytania i zażalenia. I weź tu ogarnij życie, jak sen nie jest normalny. :-)

czwartek, 7 marca 2013

Kilka obrazków z programu do rysowania na tablecie

Wiem, strasznie długi tytuł, ale co poradzić, że zapomniałam nazwy tego programu :-) . No, a teraz przejdźmy do rzeczy:
 no to nie jest dzieło sztuki, ale wtedy zaczynałam i nie wiedziałam, co czym jest. Przedstawia dziewczynę(ale jesteś spostrzegawcza Miśka), a właściwie pewna tajemnicza dziewczyna ^^. Dalej wymyślajcie sami.
 A to ma już większy sens. To są schody gdzieś w górach, w dzikiej krainie. Jak już wcześniej mówiłam, zadziałajcie wyobraźnią!
 A to moje ulubione. Anioł Życia z mojego drugiego bloga. To różowe to skrzydła, a zielone to tył głowy z kucykiem (bo mój braciszek ujął to jako dwa arbuzy i różowe gniazdo -,-).



 Jak na razie tyle. Program jest super, ale niektóre rysunki w ogóle mi nie wyszły, dlatego jest ich tak mało(tak działa moja niecierpliwość i niechęć powtarzania tych samych rzeczy dziesięć razy pod rząd). No to do zobaczenia następnym razem.

wtorek, 11 grudnia 2012

1000 wejsc!!!!!

Nie wierze po prosro nie wierze w to co widze! Mam 1000 wejsc!

Dziekuje dziekuje wam wszystkim!

czwartek, 22 listopada 2012

Orfeo ed Euridice III

 Przeprasam, że takie krótkie, ale mam zarwanie głowy. Nauczyciele jakieś projekty w 2 klasach wymyślili i nie mam zbytnio czasu. Ale jest. Czekam na pytania.

************



Ciemność. Czarna i ogromna. Długie włosy szeleszczące w jaskini. Śmierć. Koniec. Nie wiedziała, jak to się zakończy. Musiała go znaleźć. Musiała go poskromić. 
Wycie.
Kwasowy oddech i zaostrzone pazury.
Potrójne sapanie.
Zaczęła biec. Jak długo już szuka tego miejsca? Nie wie. Potknęła się. Ból przeszył jej kostkę. Nie mogła się poddać. Wstała i biegła dalej. Płakała ale nie przestawała.Odgłos twardych łap odbijał się echem po jaskini. Modliła się. Nie do matki. Nie do Zeusa. Do Hadesa.
Wysłuchaj mnie.
Wysłuchaj mnie choć raz.
Wysłuchaj mnie choć raz i pomóż mi.
Wysłuchaj mnie choć raz.
Wysłuchaj mnie.
Poczuła dziwny chłód. Ktoś ją złapał. Było za ciemno, by widzieć jego twarz. Przerażający chłód trwał kilka sekund. Zacisnęła powieki.
Upadła. Otworzyła oczy. Wokół stały szkielety. Uzbrojone. Przeszedł po niej dreszcz. Trzymająca ją osoba osunęła się na podłogę. Oddychała ciężko. Chłopak. Czarne włosy zasłaniały przymknięte powieki. Słyszała jego wątłe serce. Nie potrafiła leczyć. Ale mogła uspokoić. Wsunęła dłoń pod skórzaną kurtkę. Serce zwolniło. Spał.
- Czego ode mnie chcesz, Eurydyko.
Gwałtownie odwróciła głowę w stronę siedzącego boga. Wstała, by potem się ukłonić.
- Chcę pokoju. Pokoju, który zarządziła moja matka. Między wami wszystkimi.
Władca podziemi wstał i podszedł do dziewczyny. Spojrzał na nią i minął ją. Uklęknął przy swoim synu. Położył mu dłoń na czole. Chłopak gwałtownie wciągnął powietrze. Pochylił się i kaszlał. Z jego ust leciała krew. Wypluł ją i przetarł usta.
- Pokoju, mówisz? Niech Apollo uleczy Nica. Podróże cieniem coraz gorzej na niego działają. Wtedy pogodzę się ze wszystkimi, nawet moimi braćmi.

Orfeusz minął ciemny zaułek. Jeszcze tylko kilka metrów.  Dotrze do niego. Nagle czarny cień przebiegł przed nim. Wyjął miecz zza pasa. Cień przebiegł jeszcze raz. Gwałtownie oparł się o ścianę. Cisza. Cisza...
To źle. To bardzo źle.
Cień opadł na niego. Nie był ciężki. Syn Ananke z łatwością zrzucił go z siebie. Warknął. Heros miał przed sobą białego psa. Czerwone ślepia iskrzyły się na sierści. Był ogromny. Długie, umięśnione łapy podtrzymywały równie umięśnione cielsko. Twardy, szybko poruszający się ogon ciął powietrze. I jeszcze te śnieżnobiałe kły. Ostre niczym brzytwy. Zraniłyby tylko za dotknięciem.
Zwierze pochyliło przed nim głowę. Nie wiedział, co ten gest ma oznaczać. Wstał, ale pies znów warknął, na co znów usiadł na ziemi. Złożył nogi po turecku i zaczął się modlić.
Matko.
Matko moja.
Matko moja, pomóż
Matko moja.
Matko.
Nie wiedział, że patrzy na kogoś, kogo zna. Zamknął oczy. Powtórzył jeszcze raz modlitwę. Cichy szelest zdezorientował go. Powoli rozchylił powieki.
Kobieta. Białe włosy były krótko obcięte. Cera jasna, bez żadnych znaków starzenia się, czy pieg. Pełne, czerwone usta. Prosty nos. Czerwone oczy. Suknia sięgająca do kolan. Biała suknia.
- Synu. Pomogę ci.
Wstał i uchylił przed nią głowę. Nabrał powietrza by mówić, ale nie mógł wydobyć z siebie słowa. Wypuścił je z płuc. Wciągnął zapach uliczny, ale tym razem powoli dobrał słowa.
- Dziękuję ci... Matko... Ja... My... Chcemy pogodzić ich... Ale każdy z nich coś chce... Dlaczego?
Podniósł głowę, by przejrzeć jej duszę. Równie białe skrzydła oplotły ją szczelnie. Nie mógł dojrzeć nic w jej sercu.
- Synu. Jestem boginią zaślepienia. Nie przejrzysz mnie. - uśmiechnęła się opiekuńczo - Tak samo, jak ciebie nikt nie przejrzy. Docierasz do dusz, ale one chcą czegoś w zamian. Nic nie zrobisz.
Zaczęła się rozmazywać. Białe opary chyliły do snu. Widział tylko ciemność.
Nie wygrasz. Nie wygrasz. Nie wygrasz...

czwartek, 8 listopada 2012

Orfeo ed Euridice II

 Kolejna część... Tym razem bez kłótni z Caps Lockiem ^^. Dedyczka dla.... nikogo. Tak jakoś nie wpada mi nic do głowy... Nie!! Dla zakochanej V. ^^ <3. Niech Tymbarki nie kłamią!!

******************



Zginiesz.
Zginiesz i zabijesz.
Zginiesz i zabijesz Jego.
 Zginiesz i zabijesz.
 Zginiesz.

- Wiem, że mnie chcesz, Kronosie, ale zostaw ją!
Orfeusz stał nad poruszaną drgawkami driadą. Nie musiało się to tak kończyć. Nie teraz. Nie tego dnia. Próbował przejąć władzę nad jej świadomością, lecz to nic nie dawało.

Zginiesz.
Zginiesz.
Zginiesz.
Zginiesz!!
    
Wycelował dłonią w jej pierś. Dziewczyna się dusiła. Musiał ją uratować. Podniósł pięść nad głowę. Z całej siły uderzył w mostek. Krzyk. Ból. Wszystko w jednej chwili zawirowało. Chaos. Eurydyka uniosła się ponad łóżko. Wszystko wokół niej rozsypywało się w pył. Orfez siłował się z jej mocą.
Tym razem nie wygra.
Moc córki Chaosu odrzuciła go na nieistniejącą już ścianę. Modlitwa. Czas. Koniec. Tylko to przychodziło mu do głowy. Dusza Dyki odrywała się od ciała. Uciekała od potwora. Była za słaba. Za słaba...
- Dość!
Wszystko stanęło w miejscu. Orfez nie wiedział, czyj to był głos. Rozejrzał się, ale nie widział nic. Wszystko delikatnie opadło na kawałek latającej ziemi.
- Patrzcie, co zrobiliście. Wszystko zniknęło. Nawet Gaja nie może się po czymś takim odrodzić. - Pojawiło się światło - Ja jestem Chaosem. Jestem matką wszystkiego. Matką Gai, Uranosa, Nyks... Jestem pierwszy i będę zawsze, ale to nie powód, by niszczyć moje dzieci. Ostatni raz odrodziłem Świat i więcej tego nie zrobię.
Światło przybierało formę. Stawało się człowiekiem. Stawało się kobietą. Zbliżało się do Eurydyki. Dotknęło jej serca. Uspokoiło. Potem zbliżyło się do Orfeza. Sięgało już dłonią jego serca, ale zatrzymało się, widząc jego łzy.
- Uratowałem ją. Nie płacz. Bądź spokojny o wasze życie.
- Nie. - Syn Ananke odwrócił wzrok od patrzącego boga. - Kocham ją. Chcę, by Kronos dał nam spokój. Zrobisz to dla mnie. Zrobisz to dla własnej córki?
Światło przybladło. Nigdy wcześniej nie chciał zabić własnego dziecka. A teraz... Nie zrobi tego.
- To nawet nie próbuj ratować Eurydyki. Bo to na nic ci się nie przyda.
Bóg pomyślał. Orfeusz był jeszcze młody. Wiedział jednak, czy ktoś kłamie. Jako pierwszy dostał moc widzenia kłamstwa, widzenia duszy. Ale to nie dawało mu nic.
- Spowoduję, że - chwila wahania - Nie będzie przez to cierpieć. Usunę z jej świadomości mojego syna.
Orfeusz miał jeszcze jedno pytanie. Warunek, który musiał być spełniony.
- Pokaż swoją ludzką postać.
Światło zamigotało. Nikt jeszcze o to nie prosił. Odsunęło się na kilka metrów od Herosa. Powoli gasło. A jak gasło, to przybierało jeszcze bardziej ludzką formę. Długie, o nieokreślonym kolorze włosy sięgał do stóp. Kolorowe oczy patrzyły spokojnie. Cała twarz sprawiała pozór spokoju. Łagodnie rysy, piegi, delikatny kolor skóry. Suknia była piękna. Jak druga skóra. Gdzieniegdzie przebijały się łańcuszki i ozdoby. Chaos w pięknej formie. Wo gule nie podobny do Eurydyki, myślał półkrwi.
- Przekonałeś mnie. Ale potrzebuję was. Wy zrobiliście, wy naprawicie. Spowodujcie pokój wszystkich bóstw.
Wszystko zniknęło. Czuli tylko własne dłonie. To misja na całe życie, a nawet na życie pozagrobowe.
Ja wygram.
Muszą ją wykonać. Dla Chaosu. Dla ich samych.





środa, 7 listopada 2012

Orfeo ed Euridice I


 Juuupi!! Kolejna część Orfeza i Dyki!! Z góry przepraszam za wszystkie błędy i dziękuję za wszystko wszystkim ^^




 ****************************



Zapomnij.
Zapomnij o nim.
Zapomnij o nim i o wszystkim.
 Zapomnij o nim.
Zapomnij.
- Nigdy! 
Eurydyka zeskoczyła z łóżka. Jej długie, szare włosy zabłysnęły w świetle księżyca. Była bliska odkrycia prawdy. Tak bliska... Ale musiała jej przeszkodzić Artemida. Bogini łowów prześladuje ją co noc i karze zapomnieć.
- Nigdy! Kocham go!! Nie zabierzesz mi miłości.
Oparła się ciężko o ścianę. Zaczęła cicho łkać. Zasłoniła twarz dłońmi. Powoli osunęła się na podłogę. Jej suknia zabarwiła się na czerwono.
Krew.
Czysta krew barwi jego pracę.
A ja sama na to pozwalam.
Wstała, otarła mokre policzki i wyszła z sypialni. Szła cicho korytarzami. minęła śpiącego Dionizosa. Jej bose stopy nie wytwarzały żadnych dźwięków. Chrapanie Chirona oddalało się pustym echem. Delikatnie pchnęła drzwi i wyszła. Widziała lepiej. Jest driadą i będzie driadą. Chyba...
Nie, dziecko. Jesteś moim jedynym skarbem. Nie rób tego.
- Muszę.
Eurydyka stanęła na gołej ziemi. Gdy jej stopa złączyła się z podłożem, pojawiły się kwiaty. Mnóstwo kwiatów. Szła powoli przez połacie ziemi. Szła i weszła do domku Hery. Posąg bogini patrzył na nią groźnie. Minęła go niewzruszona i siadła na czarnym piedestale. Podłoga się zatrzęsła. Rozbiła się na kilka części. Ze szpar wybiegły chmary owadów. Pstryknęła palcami. Pierwsza salwa zwierząt padła zabita. Ze szpary poczęły się wydobywać większe zwierzęta. Driada pstryknęła jeszcze raz. Znowu zginęły. Szpara stała się pusta.
Wejście do Hadesu. Tam powinnam być.
Machnęła ręką, by odepchnąć martwe zwierzęta. Postawiła kilka kroków w stronę Podziemia. Jasne światło z posągu Hery zasklepiło podłogę.
- Nie powstrzymacie mnie!!
Wystawiła obie ręce przed siebie. Zamknęła oczy. Z jej dłoni wydobywało się czerwone światło. Powoli i równo złączyła pięści. Trzymała teraz czerwone ostrze. Wbiła je w podłogę. Po sali rozpierzchł się krzyk bogini. W dali dało się słyszeć odgłos kopyt Chirona. Musiała się spieszyć. Wbiła ostrze głębiej. Kolejny krzyk.
- Eurydyko!
Od ostrza odciągnął ją mężczyzna. Nie szarpała się. Wiedziała, że jeśli to zrobi, to on sprowadzi na jej ciało ból. Pozwoliła się zaprowadzić na łąkę przed domkami. Czuła, jak igła wbija się w jej ramię. Czuła narkozę, która coraz szybciej ogarniała jej ciało. Zasypiała. Ale zrobiła swoje. Należy jej się odpoczynek...

Wstał, bo zmienić opatrunek na jej czole. Była za słaba, by iść do swojej matki. Odłożył zakrwawiony ręcznik. Do sali chorych wszedł centaur. Westchnął nad leżącą Eurydyką i zaczął rozmowę:
- Jej stan się pogarsza. Co widzisz, Orfezie.
- Skrzydła okryły jej ciało. Jest już tak słaba, że chce zejść do Tartaru. To źle.
- To bardzo źle. Jak myślisz, - Centaur zacisnął palce na mieczu - czy Kronos pragnie jej samej, czy tylko broni, jaką w sobie nosi?
Orfez zasłonił śpiącą dziewczynę. Odeszli na kilka kroków od niej.
- Myślę, że - przejechał palcami włosy - chce mnie.
Nastała niezręczna cisza, której nikt nie chciał przerwać. Obydwoje wiedzieli, że Kronos chce posiąść wzrok syna Ananke. Widział dusze, ich stany emocjonalne. Wiedział, że każdy coś ukrywa, ale przed nim nic nie ukryje. Był jedynym w historii świata, który znał każdego na wylot. A Eurydyka... Kronos nie musiał wbijać się do jej świadomości. Wiedział, że kocha Orfeza ponad i wykorzystał to.
- Musimy udać się do jej matki. Musimy udać się do Chaosu. W głębi ziemi.

czwartek, 25 października 2012

Orfeo ed Euridice

 Mam małe problemy, co już widać po ilości wpisów... Nie mam kochanego laptopa, to muszę pisać w bibliotece ;/. Łamię się psychicznie po kilku tygodniach z idiotkami z mojej klasy. Na dodatek stanął Nereus i Oriana. Do wywiadu coś jeszcze wymyślę, nie martwcie się. A jak na razie raczę was obdarzyć nową historią:

Znacie tą miłosną historię? Tą GRECKĄ i miłosną historię? Ich losy potoczyły się inaczej. Zobacz legendarnych kochanków inaczej.


****************************

- Minęła właśnie, ósma, w radiu Zet. Oto wiadomości: Palikot o aferze aborcyjnej; Nobel fizyczny; Must be the music bije reko... Z ostatniej chwili: w Lennowicach płonie dom mieszkalny na ulicy Górskiej...
Nie! Tylko nie to. Jeżeli był, to... Biegnij. Szybciej. Jeszcze kilkanaście metrów. Dym. Płomienie. Chaos. Wszędzie krew. Jak na wojnie. Szukaj go. Na pewno tu jest. Musi tu...
- Orfez!
Nie oddycha. Czego... Nie musiał tak ginąć. Może go uratuję... raz... dwa... trzy... dziesięć... piętnaście... dwadzieścia osiem... trzydzieści i dwa wdechy... Jeszcze raz. Kaszle! Zyje! Bogowie!
- Dyka... Na Zeusa... Ty... Te iskry... Te złote iskry, tryskające z twoich pleców... Widzę więcej.  Wiele więcej.
O czym on mówi?! Jakie skrzydła?! Iskry?
 - Fez? Co się stało?
- Jedna harpia. Zadrapała pazurami butlę z gazem. Widziałem Hades. Tam spotkałem boginię - Persefonę. Kazała mi wyjść z Hadesu i się nie odwracać. Wytrwałem. Nie jestem tym Orfeuszem. Mi się udało. Widzę o wiele więcej. Widzę twarz Nefele w chmurach, Apolla w samochodzie... I ciebie... Mój złotoskrzydły aniele...
Puściła go! Jakim cudem?! Miał się odwrócić, tak było w przepowiedni.
- Fez... Idziemy do domu...
- Zawsze miałaś rację, co do aniołów.
- Nie jestem aniołem. Mówiłam ci to już. A ty... Przepowiednia głosiła inaczej. Coś mi tu nie gra, Orfez.
- Mi też, Eurydyko.
Jak się zakończy ta historia? Sama nie wiem. Ale wiem, jak przez nią przebyć. Przebyć i nie zginąć.

piątek, 19 października 2012

Wywiad: Dwa pytania o szczęściu

 Kolejna część "Wywiadu". Jak zwykle pozwalam wam na patrzenie na to, jak chcecie.
Dedyka dla Risany, która wytrwale śledzi moje postępy w literaturze blogowej.

**********


- Co to jest szczęście?
- Walka. Długa i męcząca walka o przetrwanie. Przepełniona bólem, goryczą i strachem tak mocno, że cała radość gdzieś wikipiała.
To nie jest wygrać w totolotka dziesięć razy czy uniknąć zderzenia z ciężarówką. Tu nie ma na to miejsca. Dużo miejsca mają tu liczne smutki i porażki. Gorsze niż plagi egipskie. Wyraźniejsze i dotkliwsze, niż strata ukochanej czy zniknięcie dziecka.
Człowiek musi tu walczyć o każdą monetę i każdy kawałek chleba.
Aż w końcu pojawi się światło. Tak piękne i jasne, że każdy chce go dotknąć. Ale ono nie pozwala się im zbliżyć. Chce tylko tego jednego człowieka. Tego z porażkami Tego z kawałkiem chleba. Tego, który nie miał wpływu na takie życie. Tego, który nie widział światła od wieków. I tego, który tego światła nie poznał. To jest szczęście.
- Ty miałaś kiedyś to szczęście?
- Nie wiem... Raczej powinno być: Czy go doświadczyłam. Owszem, doświadczyłam. 
Pewien człowiek dostał ode mnie złotą drachmę. Gdy jej dotknął - wstał. Pojawia się pytanie: Co w tym dziwnego? Otóż on był sparaliżowany. Cud? Nie. To było szczęście. Ten człowiek potem upadł. Upadł i już się nie podniósł. Z jego oczu błysnęła iskra. Wpatrywałam się w nią jak głupia. Teraz się wstydzę o tym mówić. Ale powiem. Ta iskra stawała się coraz jaśniejsza. Oplotła swą bielą całe jego ciało. Sięgnęła też po mnie, lecz gdy dotarła do mych oczu - puściła. Zwinęła się do tej małej iskry w oczach. W oczach, których już nie było. Ten człowiek zniknął. I więcej szczęścia nie widziałam...

czwartek, 18 października 2012

Wywiad: Pytanie ostatnie

 Znowu coś filozoficznego. "Wywiad" jest wstawiany od tyłu. Nawiązuje to Percy'ego. No ale jak zwykle interpretacja tego należy do was...


************


- Jakie jest Twoje marzenie?
- Moje marzenie? Nikt nie ma "swoich" marzeń. Ma tylko wyobrażenia. Wyobrażenia, których może doświadczyć, zobaczyć, dotknąć, usłyszeć...
"Moim" marzeniem jest byś człowiekiem. Prawdziwym człowiekiem, który czuje, płacze i traci.
Powiesz mi przecież, że nie widzę, prawda? Ja widzę. Widzę światło. To światło ma wiele kolorów. Kolory te układają się w kształty. Raz zobaczyłam białego mężczyznę w kaszkiecie. Siedział na obrotowym, czerwonym krześle. Zadawał pytania, a w dłoni trzymał mikrofon. Co jakiś czas zerkał na zegarek. W pewnej chwili, zamiast słuchać, to na niego spojrzał. Wskazywał... mhm... Dziesiątą dwadzieścia. Kiedy zrozumiał coś bardzo ważnego, położył dłoń na moim ramieniu...
- Eee... Ja... ale...
- Nie plącz się tak. Widzę inaczej niż wy. Propos "mojego" marzenia. Jest smutne, gorzkie i ciężkie. Ma w sobie tylko porażki. Tak... "Moim" marzeniem jest w końcu umrzeć. Bo ja nigdy nie umrę. Szkoda. Nie chcę być bogiem. A tym bardziej boginią strachu. Chcę zobaczyć tą jasność, która spowije każdego z was, prócz mnie. Ale jej nie zobaczę. Moje dzieci ją zobaczą, ale nie ja. Żegnaj. Koniec wywiadu. I nie płacz. Ciesz się, że możesz zakończyć to życie i rozpocząć nowe - w Hadesie.

wtorek, 16 października 2012

List Nienawiści

 Oto List. Proste, co nie... To wszystko przez tą szkołę. Odbija mi przez nią... Szkoda, że nie mam tych magicznych mocy Herosa...
Jeżeli wiesz o co mi chodzi, to dobrze. Jeżeli nie... Wiej ile sił w nogach (^^)

 ***********


Jestem wściekła. Wściekła na Ciebie. Na Twoje słowa, które utknęły Ci w gardle. Na uczucia, które zaplątały się w Twe żyły. Na ruchy, które zniknęły między nićmi nerwów.

Zginiesz. Zginiesz w czeluściach Tartaru. Pan czasu zdepcze Cię swoją wieczną stopą. Wbije Ci sierp w serce i wywierci nim dziurę. Rozetnie Ci żyły, każdą po kolei. Wbije ostre szpony w Twą szyję. Twoje nerwy porwie na kawałki. Potem wszystko załata i zacznie od nowa. I tak długo będzie to robił, dopóki nie zrozumiesz, jaką krzywdę wyrządziłeś. Ale Ty nigdy nie zrozumiesz. Nie zrozumiesz tej kary, ani nienawiści. Jesteś tylko człowiekiem. Masz wybór. Apollo nawet nie wie, co wybierzesz. Sąd dusz też nie pokaże Twojej prawdziwej przyszłości. Ty po prostu wybrałeś moją nienawiść. Nie wybrałeś szczęścia. Nie wybrałeś miłości. Nawet nie wybrałeś obojętności. Tylko tą okropną nienawiść, którą odpokutujesz pod ciężarem Kronosa. Zły demon pokierował Twoim ciałem. Chcę, żebyś wrócił taki jak kiedyś. Zapomnij o nienawiści... Nie. Nie zapomnisz. Powiększysz ją tylko. Spowodujesz, że zakiełkuje i wypuści owoce - kłótnie, bójki. A potem wyrośnie największy - Twoją śmierć. Ja jej nie chcę.

Próbuję wytrzeć łzy z czarnych, atramentowych liter. Płaczę, wyjąc głośno nad tym listem. Spowodują Twoją śmierć. Kolejne łzy rozmazują moje koślawe pismo. Ręka mi drży, przez co wszystko wydaje się zbyt dziecinne, jak na mnie. Dlaczego o tym piszę? Bo... Nienawidzę cię, ale też kocham. To ty... Nie. Ten demon wywołuje moją złość. Teraz odejdę. Nie. Tak. Poczekam, aż odejdzie. Aż się znudzi Twoim ciałem. Tak więc... Żegnaj. Nie. To złe zakończenie listu. Nie pasuje. Powinien być pisany przez moją wściekłość, a nie żale i cierpienia...

Zacznę od nowa...

Zginiesz. Zginiesz, jak przystało na złego demona. Karę wykona sam Pan Czasu - Kronos. Twoje cierpienia będą wieczne. A zginiesz przeze mnie. Zabiję Cię. Tak, jak Kronos, wyrwę ci serce sierpem. Wezmę je jako trofeum. Bijące, w szklanej szkatułce będzie tylko dla mnie. Ja też zostanę zabita. Ale mnie nie ukarzą. Jestem za wysoko, bym skończyła jak Ty. Zostanę wysłana do Elizjum. Będę się śmiała z Twoich okrzyków bólu. Twoje słodkie krople potu wypłyną potokiem. Bez żalu się w nim wykąpię. I wypiję Twoje słone łzy spadające razem z deszczem. Ale kiedy ujrzę Twoją krew - zapłaczę. Zapragnę na nowo Twoich ust. Znów będę chciała zapachu Twych mieniących się włosów. Myślami cofnę się do tej ostatniej kłótni:
- Giwera!
-Nienawidzę cię!
- Giwera uspokój się!
Sierp.
- Giwera! Giwera nie ró...
I koniec.
Ale dzięki temu listowi uniknę tej kłótni. Zostawiam go w Twojej dłoni. Już mnie nie zobaczysz. Nikt, prócz innych dusz mnie nie zobaczy. Proszę Cię tylko o godny koniec. Powiem jeszcze, gdzie jestem. Nie przeszkodzisz mi. Kiedy przeczytasz to ostatnie zdanie, ja połknę te dziesięć tabletek.
Empire Street, ławka przy altance
To dla ciebie, Dżej.

Giwera